czwartek, 19 lipca 2012

przebywalam na lonie ojczyzny spragniona nie tylko kontaktow rodzinno-przyjacielskich, ale przede wszystkim slonca,zaru i blekitnego nieba.. Wysiadajac z samolotu uderzylo mnie lato cala swoja sila, co dodalo mi animuszu oraz energii... i wlasciwie nie rozczarowalo przez caly tydzien...

Zdazylam:

 - pobyc na basenie odkytym i przypomniec sobie co to jest i jaka letnia frajde moze dac;

 - polezac na trawie wpatrujac sie w blekine niebo i nie myslec o niczym;

 - spiec na raka, bo chcac jak najszybciej upodobnic sie do rodakow a nie straszyc bialoscia, nie wiele co sie smarowalam olejkiem do opalania;

 - spacerowac i spedzac dnie z moim slicznym i wesolym bratankiem, ktory ewidentnie lubi moje towarzystwo i nawet umie powiedziec 'ciocia'  - jedno z 6 slow, ktore ma w swoim slownictwie;

 - spedzic czas z mama, ktorej lat przybywa i przez to kazda chwila razem spedzona staje sie wazna i cenna;

 - powyglupiac sie z moim bratem jakbysmy znow byli nastolatkami, a nie ludzmi na skraju kryzysu wieku sredniego;

 - pomedytowac nad sytuacja domowa (bratowa + tesciowa,czyli moja mama jakos nie potrafia sie dogadac) co bardzo mna poruszylo i strasznie nakrecilo - nadaje sie na osobny wpis;

 - spedzic czas z Pierwsza Lepsza na ogromnych pogaduchach,plotach i planach;

 - nacieszyc sie widokiem Beskidow, ktore na mnie maja wplyw kojacy...

                           

Taaak, bylo milo i przyjemnie, ale rzeczywistosc, listy do zrobienia, wypelniony grafik i praca juz na porzadku dziennym...

niedziela, 24 czerwca 2012

Dawno juz nie mialam takiego leniwego,domowego i nieruchomego dnia... Po towarzysko spedzonych dniach po prostu nie mialam juz sily na usmiechy, zarty, rozmowy i ogolne sprawy zwiazane z jedzeniem i piciem.. No coz trzeba sie dostosowac do tego czego domaga sie moj organizm...

Tak wiec dzien spedzony na kanapie w towarzystwie romantycznych komedii oraz niezliczonej ilosci owocowej herbaty... Aby zaczerpnac nieco swiezego powietrza wystarczylo wyjsc na balkon,ktory zaczyna powoli zarastac...

            

     

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Czerwiec to bardzo towarzyski miesiac..Najpierw mielismy tu obchody jubileuszu krolowej, nastepnie zaczely sie EURO 2012, wiec powiewajace flagi i girlandy w kolorach narodowych, itd nadal wszedzie wisza i sprzyjaja ogladaniu meczow w przeroznych pubach.. Nie wazne, ze dla naszej druzyny skonczyly sie totalna porazka, zaprezentowaniem braku ducha walki i ambicji, Anglicy jeszcze sie trzymaja.. :-)

W ubiegly weekend odwiedzila mnie moja przyjaciolka A z Polski. Byla ostatni raz 5 lat temu - przy trojce dzieci nie jest latwo wyrwac sie z domu.. :-)

Planow konkretnych nie bylo - tzn wiadomo bylo, ze bedzie shopping,  kosztowanie pysznego jedzenia, bycia w ciekawych barach, wizyta w klubie nocnym, ogladanie ostatniego meczu Polakow i rozmowy, rozmowy, rozmowy.. Ze zwiedzania miasta specjalnie nic nie wyszlo, bo deszcz, klebiace sie chmury, wiatr,zimno... Ale pogoda nie miala znaczenia.. Liczylo sie przede wszystkim towarzystwo.. Przyjaznimy sie od poczatku liceum,wiec wiemy o sobie sporo i znamy sie jak lyse konie! :-)

Mam nadzieje, ze takich wizyt bedzie wiecej..dzieci w koncu szybko rosna!:-)

W nadchodzacy weekend goszcze u siebie nastepna przyjaciolke, a w nastepny to ja jade z wizyta... Tak, czerwiec to bardzo towarzyski miesiac!