|
Czyli moje wyzwania i podboje zyciowe
czwartek, 19 listopada 2009
Nastapilo rozczarowanie....
w nazwiazaniu do poprzedniego wpisu.. dostalam wyplate i mina mi nieco zrzedla.. na jakies wielkie szalenstwo zakupowe sie jednak nie wybiore! :-( Wlasciwie to nie powinnam narzekac, bo wyplata jest bardzo dobra, ale jak sobie czlowiek bog wie co wyobrazi, to jakis taki niesmak jest... A wszystko przez to, ze przez ostatni rok dostawalam wyrownanie (tzw.honorarium)za wykonywanie nadplanowych/dodatkowych obowiazkow. I sie czlowiek do tego przyzwyczail,ta suma zostala wchlonieta w codzienne wydatki.. oczywiscie teraz to zostalo wstrzymane,a nowa pozycja jest mniej wiecej na tym samym pulapie placowym jak moja poprzednia pozycja + doplata...:-( No, ale sie nie bede zbyt przejmowac - na wiosne znow mamy jakas mala podwyzke..:-) Lepiej skupie na wykonywaniu swoich obowiazkow i nie siedzeniu po godzinach! Cos z zycia trzeba miec! A na zakupy tez sie wybieram, tyle,ze swiateczne, bo wylot do Polski jest 11ego grudnia, a to juz tuz tuz....
środa, 04 listopada 2009
Na polu walki...
Pierwsza ostatnio mi zarzucila, ze znow nic nie pisze i czy ciagle walcze w robocie... I dalo mi to do myslenia... Nie pisze, bo nie mam weny, bo ciagle z czyms walcze... Najczesciej z zyciem... :-) Ostanio na polu walki sa: - praca zajmuje glowne miejsce, bo nowe obowiazki zaczynaja na mnie spadac jak lawina i zaczynam sie lapac na tym, ze znow malo spie i wychodze z domu o 6.30 i wracam o 19.00;ciagle cos dodaje do 'Listy do zrobienia';no ale jak sie chce sukcesow, wladzy i kariery to jakies poswiecenia musza byc! Mam nadzieje, ze jak dostane wyplate 15tego to poczuje sie, ze walka zostala wygrana! - spotkania, bo kazdego dnia mam po 3 - 4 godziny spotkan - a kiedy z reszta roboty mam zdazyc?! Z kazdego spotkania zawsze jest cos do zrobienia, zorganizowania czy dopilnowania.. Wiem, ze reprezentuje nasz dzial, ale ilez mozna miec spotkan!!!! - zmeczenie, ktore najczesciej obawia sie tym, ze po powrocie z pracy zlegam na kanape i nie wypuszczam pilota z reki; z nikim mi sie nie chce gadac; - dom, bo jest na sprzedaz od kwietnia, a teraz jestem w trakcie zmiany agencji, bo obecna jest po prostu do niczego; z tym wiaza sie rowniez rozne roboty na zewnetrznej elewacji, ktore odkladalam na pozniej.. ale juz sie nie da - dzis na przyklad fachowcy wymienili mi czesc rynien! - ogrod, bo jesien strasznie go zaniedbala a tu trzeba bedzie zdjecia do nowego folderu zrobic... Znaczy sie w sen zimowy raczej nie uda mi sie zapasc! :-)
niedziela, 25 października 2009
Walka z liscmi
'Najgorsza' pora roku na mojej magicznej ulicy to jesien.. Nie dlatego, ze ponuro, ciemno, brzydko, deszczowo, ale dlatego, ze trzeba zaczac walke z liscmi.. I jest z czym walczyc! Na granicy mojej posesji stoi wspaniala, okazala i piekna brzoza - ktora liczy sobie ponad 150 lat i jest ogromna.. co wiaze sie z ogromna liczba galezi i tysiacami lisci.. liscie od wiosny do jesieni zmieniaja swoje barwy od zielonych do pomaranczowo brunatnych.. Od wrzesnia do listopada zaczynaja spadac... i tak spadaja na moj chodnik, na stopnie, na chodnik publiczny, na droge... Wspaniale szeleszcza pod nogami, ale tez stanowia powazne zagrozenie poslizgowe gdy pada deszcz.. a to akurat jest prawie codziennie! Wiec nie moge ich sobie samym pozostawic.. Mam cala armie grabi, miotel, szotek do pomocy.. Wiec walcze - grabie, zamiatam.. raz w tygodniu, dwa razy w tygodniu.. nie mozna sie poddac! Oby do zimy! :-) |